cze 06

Każdy w Polsce kto choć trochę inetersuje się modą (nie mam na myśli śledzenia tylko co nowego jest w sieciówkach, ale Modą przez M), wie kim jest Tomasz Ossolinski. Mam to szczęście,że moja mama oprócz zaszczepienia w nas, u mnie i u siostry, zamiłowania do lietartury pięknej (sisotra na tyle skutecznie,że jest filologiem), malarstwa i muzyki poprzez kupowanie książek, encyklopedii, albumów,płyt (jak ktoś żył w PRLu to wie,że takie skiążki były tylko na talony w księgarniach), kupowała także co miesiąc gazety takie jak: Elle, Twój Styl,Marie Clear etc. co związane było z modą. Dzięki temu wiedziałam od lat kto to jest np. Gonia Wielocha, Sergiusz Osmański, Gosia Baczyńska, że Robert Kupisz najpierw był związany z fryzurami a dopiero potem stał się bardzo dobrym stylistą. Dzięki temu też wiedziałam, kto to jest Tomasz Ossolinski. Ale widzieć czyjeś prace, oglądać fotosy jego projektów, a poogladać go w pracy, to co innego. I dzięki programowi Project Runway (którego ejstem fanką przez wiele F) miałam okazję go zobaczyć w acji. Ujmował mnie swoją skromnością (to przedstawienie siebie jako “Skromnego krawca”), ogromną klasą, wiedzą, umiejętnością przekazywania rad i myśli. Nikogo nie krzywdził, pobudzał do myślenia, a przy okazji był szarmancki. Prawdziwy człowiek z klasą. Obecnie na ekrany kin wchodzi film o jego osobie ”Tomasz Ossolinski. Before The Show”  i wiem, że bardzo chcialabym go pooglądać. 

Autor admin

maj 13

20140513-195056.jpg

Druga książka Moniki Jaruzleskiej “Rodzina”  przeczytana. I wrazenia jak po pierwszej, w zasadzie to jedna książka od drugiej niewiel się różni, znów dostajemy garść historyjek z podróży, o tym jak pierwszy raz jadła sushi, o tym, w ktorym roku byla w USA, kogo tam odwiedziła, znów sie dowiedzieliśmy,że była uczennicą na ocene dostateczną. Ma sie wrażenie,że jej życie było jedną wycieczką:od mazur, Olmulewa, tatr po najdalsze krańce z innych kontynentów. Dziwnie się czyta tą książkę, tzn z jednej strony czuje sie sympatię do tej eleganckiej kobiety jaką niewątpliwie jest pani Monika, kochającej zwierzęta: psy i konie,  o dużym rygorze myślowym, ale trudno odetrzeć to wszystko od faktów jakie wszyscy znamy, że jednak to córka dyktatora, świadomie i z chęcią korzystająca z przywilejów jakie z tego tytułu mogla czerpać. Pisze tam o ojcu swym jako gorącym orędowniku aby w domu były Wigilie, a wiem jak w tamtym roku traktownay był kościól, i kto zlecił śmierć ks. Popiełuszki. Pozatym czytałam takze ostatnio kilka pozycji o tym,że Wojciech Jaruzelski to rosyjska matrioszka, tzw agent specjalnie przygotowny do bycia wodzem w naszym karju, i jakby nie chceić wierzyć w teorie spiskowe, to wiele faktow za tym przemawia, nawet czyatjąc książkę pani Moniki. Takze polecam.

20140513-195150.jpg

W niedziele zakupilam Dzienniki Goebbelsa. Co tu duzo pisać, świetna sprawa. jet to tom pierwszy, i nie mogę się doczekać kolejengo, sa jeszcze dwa. Ewolucja jego osobowości, cała jego droga jak z młodego niemca, kochającego literature i sztukę  przeistoczył się w jednego z najwiekszych zbrodniarzy i demonów świata. 

Autor admin

maj 10

1. Nie chce ci się imprezować

200_s

Pamiętasz ten czas, gdy zostanie w domu było uważane za przejaw nudziarstwa? Nawet, gdy lenistwo dochodziło do głosu, nie wypadało się przyznać. Wyjście na imprezę zaszczytnym obowiązkiem! Dziś potrafisz powiedzieć “nie”, a nawet nie wahasz się tego użyć, szczególnie, gdy na drugi dzień czeka praca, obowiązki rodzinne, albo po prostu chcesz ten wieczór spędzić z najbliższymi.

2. Stałeś się za kogoś odpowiedzialny


 Ktoś na Ciebie czeka w domu i spóźnienie się może go zranić. Jeśli nie zarobisz pieniędzy, ktoś przez to będzie cierpiał. Rodzina, firma, obowiązki – to wszystko powoduje, że zaczynasz żyć coraz bardziej z myślą o innych. Jakość Twego życia bezpośrednio przekłada się na jakość życia innych.

3. Doceniasz wartość pieniądza


Wydajesz mądrzej, planujesz domowy budżet i wydatki na przyszłość. Pieniądze stały się potrzebne, więc chcesz więcej zarabiać.

4. Jakość ma znaczenie

hipster-glasses21
Kiedyś jadłeś, co popadło, kupowałaś tone niepotrzebnych rzeczy “na raz”. Teraz wolisz odłożyć na jedną rzecz, jak nakupować mase pierdół.

5. Za nic w świecie nie chciałbyś znowu być młody

7533456.3
To trzeba powiedzieć głośno: ten, kto chce znowu być młody, chyba młody nigdy nie był. Dojrzałość przynosi zrozumienie działania świata, jest ulgą od niepotrzebnych zmartwień, pozwala żyć własnym, a nie cudzym życiem.

6. Przestałeś się czepiać o pierdoły

gif_320x207_928a4f
Sprawy trzeba załatwiać szybciej, nie można zbędnie przedłużać. Podobnie z kłótniami. Gdy partner się złości, uśmiechasz się i czekasz, aż mu/jej przejdzie. Szkoda energii. Podobneie w pracy, nie masz ochoty na wojny, wojenki i ploty.

7. Rozumiesz, że nigdy nie będziesz idealny

url
Nie znajdziesz księżniczki, bo nie jesteś księciem. Nie znajdziesz księcia, bo nie jesteś księżniczką. Nie pytaj też lustra o swoje piękno, bo nic ci nie odpowie. Zaczynasz mieć dystans do ludzkich przywar i wad.

8. Wyjeżdżasz czasem bez rodziny

url
Kiedyś taki wyjazd mógł oznaczać (uzasadniony) lęk, że to koniec związku. Dziś staje się celebracją czasu spędzonego z samym sobą. Tak, można iść na kawę samemu, wyjechać gdzieś i cieszyć się samotnością, a powrót do dziecka i partnera po kilku dniach tęsknoty będzie cudownym przeżyciem.

9. Twoi rodzice są super

url
Ci “niedobrzy ludzie”, którzy tak bardzo “robili na złość”, okazują się być kimś zupełnie innym. Jako rodzic zaczynasz powielać zachowania, których kiedyś nie akceptowałeś, bo rozumiesz dobre intencje, które za nimi stoją. Wybaczasz rodzicom spory z przeszłości, bo wiesz, że inaczej się nie da sprawić, by młody człowiek “wyszedł na ludzi”. 

10. Szkoda czasu na niektórych ludzi


Kiedyś się tym przejmowałeś: nienawiścią innych, plotkami, krytyką. Dziś ma to coraz mniejsze znaczenie. Wiesz, że szansa na to, by ktoś się zmienił, bywa czasem nikła, a kiedy indziej nie ma po prostu znaczenia, bo sam wybierasz, z kim się zadajesz i dlaczego.

11. Miłość się tworzy


To, ile czasu poświęcasz swemu partnerowi, jakość Twojej obecności, komunikacja, wzajemny szacunek między Wami stają się fundamentem związku. Gdy coś nie działa – rozmawiacie. Gdy wracasz do domu – całujecie się na przywitanie. Gdy z niego wychodzicie – żegnacie się. Wysyłacie do siebie miłe wiadomości i doceniacie telefon od czasu do czasu, bo to pokazuje, że zależy Wam na sobie. Nie ma dzikiego porywu emocji i zlęknionego oczekiwania: „zadzwoni czy nie?”, a w zamian pojawia się spokój i pewność, że możecie na sobie polegać. Amora z łukiem i strzałką odesłałeś do świata mitów i zastąpiłeś świadomą komunikacją. Uff, co za ulga mieć na to wpływ!Ale życie to też nie bajka. Wiesz już, że gdy przychodzi czas rozstania, nie wystarczy wysłać jednej wiadomości, czy przeprowadzić jedną, trudniejszą rozmowę – rozstanie wiąże się z rozwodem, ze wszystkimi jego konsekwencjami. 

12. Zaczynasz widzieć ryzyko, że coś się może zmienić


Szczęśliwa rodzina, stała praca, stabilność finansowa… a na przeciwnym biegunie cały ogrom wydarzeń losowych, które tylko na ciebie czyhają. Dopiero teraz, gdy ustabilizowałeś swoje życie, pojawiło się ryzyko jego utraty. Nie znają lęku ci, co nic nie mają, a Ty na tym etapie życia chcesz mieć to, do czego tyle czasu dochodziłeś.

13. Nie musisz wszystkiego robić sam. Ani wszystkiego umieć


Czas stał się najcenniejszy. Wiesz, że są pewne rzeczy, które musisz zrobić Ty, bo wiesz, co potrafisz. Dzięki temu nawet nie starasz się zabierać za rzeczy, które nie są Twoje. Dziś robisz swoje. I nie robisz czyjegoś. To piękny okres, by otwierać firmy, bo jeszcze masz motywację, a już jesteś gotowy do działania zespołowego.

14. Istnieją uniwersalne etapy w życiu


Gdy widzisz młodych ludzi i problemy, przez jakie przechodzą, z jednej strony myślisz: „Ależ to trywialne, co za strata czasu!”, a z drugiej ich rozumiesz. To dlatego, że sam przez to przechodziłeś. Wiesz, jak skończą się niektóre ich błędy, i rozumiesz, że w życiu istnieje pewna etapowość. Sam też jesteś na pewnym etapie – i z ciekawością obserwujesz, co się wydarzy za jakiś czas!

15. Jesteś seksowny jak nigdy dotąd


Choć nieco trudniej schudnąć, to jednak nigdy wcześniej nie czułeś się tak sexy. Pewność siebie jest większym afrodyzjakiem niż piękne ciało, a dawanie do myślenia lepszą formą uwodzenia niż eksponowanie zasobów. Już się nie wstydzisz. A jak się postarasz, to wyglądasz bosko, olśniewając innych.

źródło inspiracji:joemonster.org

 

 

Autor admin

maj 04

20140504-090042.jpg

Starbucks przy Checkpoint Charli (foto poniżej)  czyli miejsce, gdzie było przejście graniczne w czasie zimnej wojny pomiędzy Berlinem Wschodnim i Zachodnim. Kto intesresuje się choc troszeczke historią współczesną Europy, lub ogląda czasem  filmy np. Kobieta z Checkpoint Charli (W Jacku Strongu też jest scena z tego miejsca, choć sytuacja przedstawiona  jest troszke fikcją artystyczną reżysera, ale to na inny temat) będzie to dla niego obowiązkowe miejsce do odwiedzenia.

Nam się ochota na odwiedzenie Berlina zakiełkowała, gdy oglądaliśmy odcinek z Anthonym Bourdinem “No reservation”. Może nie jest to miasto tej klasy co Praga, Rzym czy Paryż, ale podoba mi sie bardziej jak np. Barcelona, Budapeszt  czy Wiedeń. Ale każdy ocenia wg siebie. Byłam kiedyś w nim na dwudniowej wycieczce, i potem od lat odkładałam pomysł, aby go ponownie odwiedzić. Wtedy to mi się wszystko podobało co zagraniczne, bo nie dość,że zakochana wtedy w conversach, martensach i bandamce, do tego spałam w hotelu młodzieżowym, ze stołówką jak w filmie amerykańskim, kupiłam sobie pod bramą Brandenburską pierścionek z turkusowym oczkiem, i ogólnie byłam zachwycona sama nie wiedząc czym bardziej – architekturą czy tym,że wszystko było kolorowe i inne niż w Polsce. Z tamtego czasu została nadal miłość do conversów ;-)  

Ktoś kto pierwszy raz przyjedzie napewno pierwsze co zauważy, to to,że Brama Brandenburska jest o wiele mniejsza jak ją przedstawiają w TV. Ale wg mnie plac ten to serce Berlina, bardzo przyjemne miejsce, pozytywne, z knajpkami, kawiarenkami, ogólnie jak dopisuje pogoda to nic tylko siedzieć tam, popijać winko, czy małego szampanka (mniam, mniam, Niemcy kojarzą mi się bardziej z małymi szmapankami jak z piwem) i chłonąc atmosfere jaka się tam nagromadziła:-) Pozytywnie zazdroszcze blogerkom z TheCzechChick,że spały w hotelu Aldon z pięknym widokiem na samą bramę. Luksus :-)  

 Odwiedzając Berlin, czy jakiekolwiek inne miasto, warto jak zwykle sobie przed wyjazdem spisać priorytety co chcemy zwiedzić. Mi pomogła google mapa street, zaznaczylam sobie co chce zobaczyć, wyznaczylam trase i staraliśmy się tego trzymać, i powiem,że wykonaliśmy plan w stu procentach. My  pojechaliśmy z psem, i pod niego trzeba było skroić prawie wszystko. Ale dla nas nie jest to minus, bo ja uwielbiam z nim łazęgować, bo wyjazdy z psem mają swój urok. Zaczepia Cię mnóstwo ludzi, chcą robić zdjęcia :-) pytają o rase, cmokają, choc w Berlinie pierwszy raz w życiu podczas urlopowania, spotkałam sie z niemiłym potraktowaniem mojego psa i mnie samej (staszy pan Niemiec), a potem  przez  starszą Niemkę a potem starszego pana Niemca (wszyscy troje dobrze po 70 lat), ale uznajmy to za wyjątek wśrod tłumu, hymmm.  Historii nie bede przytaczać, bo mi się krew burzy jak to sobie przypomne, ale uwierzcie mi można nieodzwyając się, stojąc sobie popropstu na chodniku 3 razy być zruganym, tylko dlatego,że koś tak chce.  W żadnym przypadku nie odezwałam sie ani słowem, bo na majówce w obcym kraju niepotrzebne mi problemy, zwlaszcza,że nie znam języka, więc przemilczalam to dzielnie, odwracalam sie plecami do debili. Raz pomogla mi Włoszka, ktora sama zrugała Niemca:-) i po włosku sama obmachala go rękoma, wiec sobie tak machali i gadali każdy w swoim języku. Temu panu akurat przeszkadzał Leon,że siedzi sobie na chodniku, i zaczał mnie zganiać z niego. W przeciwienstwie do starszyzny  Niemcy młodzi są bardzo uprzejmi i mili, tak trzymać :-) ! Co do psa to Leo załapał się do jakiegoś programu TV, ekipa z telwizji nakręciła go pod Raistagiem :-)  Nie wiem jakiej, ale pan operator kamery miał ubaw, bo przez 15 minut prawie nic nie robili innego jak się tarzał na trawniku. Ogólnie pod Raitstagiem przemila atmosfera, też nam sie udzielło to, i sobie troche tam w słoncu poleżeliśmy. Warto zalogować się wcześniej przez internet i zwiedzić szklaną kopułę Raitstagu :-) Robi wrażenie ta budowla, czuje się tam potęge tego kraju. 

Psy ogólnie mogą w Niemczech jeżdzic komunikacją miejską, trzeba mieć kaganiec, także tak jak wszedzie. Myśmy nie jeździli, bo wszędzie można sprawnie dojść piechotą, a nawet szkoda wsiadać do metra, bo pominie się wiele fajnych rzeczy (np. muralia, ktore są wszędzie).  Są też jak w każdej stolicy autokary City Tour, można zwiedzić sobie cale maisto z platformy autokaru.

Co do spacerowania z kagańcem, nikt nie zwrócił uwagi,że go nie ma założonego Leon, być może jest jak w Polsce, że trzeba mieć albo kaganiec albo smycz. Warto mieć też miskę podróżną (my mamy składana miske z kauczuku), bo nie w każdym lokalu dają wode dla psa, a w jednej jak dali, to była myta chyba 3567 psów temu ;-) Za to podczas spożywania wody w restauracji Leon zyskał dwóch nowych psich niemieckich kolegów, przyszła ruda suczka lisiczka i mały buldożek francuski, i zaczeły sie w ogrodku kawiarnianym psie zabawy :-) ku uciesze angielskiej wycieczki :-) Uwielbiam takie rzeczy, jak psiarze ponad podzialami narodów, języków znajdują swój psiowy kontakt :-) Psiarze to jedna rodzina. 

Co do noclegów, to nie mam za dużej wiedzy, mogę polecić Hotel Ibis (ich hotele są w centrum, w Berlinie są z tego co kojarze 3, w tym dwa w ścisłym centrum)  można rezerowować telefonicznie, przyjmują psy, 150 euro za noc dwie osoby plus pies.  

W Berlinie   każdy znajdzie coś dla siebie. Dla miłośników książek, płyt, klimatycznych kauczukowych zabawek, street artu, łotewer – wszystiego jest pod dostatkiem. Głodni co krok mogą spotkać słynne budki z Currywurstem (kiełbakski). Warta do spędzenia całego dnia jest wyspa muzeów, byliśmy pochodzić tylko z zewnątrz po wyspie, bo budynki są imponujące, gdyż do środka nie mieliśmy jak wejść (pies). Muzea są przeróżnej tematyki, mie zaciekawiło Muzeum Szpiegostwa (ale nie na wyspie, tylko w innej dzielnicy). Może następnym razem jak przyjade to sobie tam pójde, a napewno chcialabym jeszcze raz przyjachać :-) Może z którąś z Was niemieckojęzyczną, bo mam mega ochote na muzea, a nie wiem,czy w języku PL są info a zwiedzać muzeum w obcym języku, to troche kulawo, więc może jakby jakaś niemieckojęzyczna dusza chcialaby się kiedyś wybrać do Berlina to ja się piszę :-) Muzea plus sznapsik w kafejce :-)

Minus – to chyba to co boli wszystkie duże miasta, czyli bezdomni, wszędzie,  i artyści, ktorzy z artyzmem mają tyle wspólnego co ja z baletem czyli tzw ludzie bohemy, owszem wyglądają może zjawiskowo z tysiącem kolczyków na twarzy, i poszarpanymi ubraniami i naćpanymi oczami, ale po 21.00 nie chcialabym przechodzić drugi raz przez dzielnice domów w autach, które sobie stworzyli, co ciekawe w bliskiej dzielnicy drogiego i snobistycznego zamkniętego osiedla. Takie zderzenie dwóch światów. Ale i o tym czytałam na portalu  Na temat, że Berlin jest totalnie multikulti, a także najbardziej wymieszanie miasto w Europie, gdzieluksus wymieszany jest z czymś totalnie przyziemnym (sklep Diora koło lumpexu). Takie rzeczy widać też w Rzymie, gdzie z jednej strony jest sklep Prady, jakiś Teatr a obok 3 sklepiki z totalnie tandetną chińszczyzną i podrzędna kebabownia. Jednym słowem Europa zamienia się w kipiący tygiel, stylów ubioru, stylu życia, wyznań, ras i poglądów, pod wieloma, niestety,  znaczeniami. 

Jak ktoś lubi rower warto albo aby zabrał go ze sobą, albo wypożyczył sobie na miejscu, jest świetnie całe miasto przystosowane dla miłośników dwóch kółek :-) Trasy, ścieżki, etc. Duży plus. jak sie wejdzie na trase roweru, nikt Ci po głowie nie przejedzie jak to się dzieje w Amsterdamie;-) takze spokojnie, młodzi Niemcy jadacy na rowerze są tolerancyjni dla blondynek, którym sie przez pomyłke pomyliły częsci chodnika :-)  

Po sklepach nie chodzilam (pies), więc nic nie napiszę w tym temacie, ale jak ktoś chce wydać, to napewno nie będzie miał z tym problemu słynne KaDeWe czy Galeria Lafayette  stoi nadal i zaprasza :-)

Tyle ode mnie. Nie wiem, czy w czyś pomoglam,  ale może ktoś coś dla siebie tutaj znajdzie. Może pomysł na weeeknd?:-) Polecam, bo naprawdę miło będę wspominała Berlin :-)  

20140504-090055.jpg

Suveniry kolorowe :-)

20140504-090139.jpg

Jak zwykle mapy w telefonie i ipadzie zastąpiliśmy mapą w formie papierowej, ktora ma jak zwykle swój urok :-)

20140504-090203.jpg

Mur berliński, co tu dużo pisać, poprostu trzeba to zobaczyć

20140504-090223.jpg

Niemcy bez piwa? Niemożliwe, szczególnie wypite przy Szprewie. Pani w różowej bluzce to wlaścicleka Ryżej lisiczki Leona adoratorki, a w trzecim planie siedział facet przypominający Anhonego Bourdina, którym niestety się nie okazał ;-(

20140504-090238.jpg

Mąż zauważył, przed jedną z kamienic dwie wklejone w bruk płytki. Dzisiaj wyczytałam w internecie,że nazywa sie to Stolperstein (niem. kamień, o który się potykamy, po polsku – kamienie pamięci).Pomniki ofiar nazizmu. Jak ktoś jest chętny może przeczytać tutaj: http://pl.wikipedia.org/wiki/Stolperstein.

Artysta Günter DEMNIG zaczął montowanie kostek brukowych z tabliczkami w roku 1995 ,w Kolonii. Jest ich tam 2.000,tyle samo w  Hamburgu. W Berlinie 3.000.
W całych Niemczech ponad 20.000.
Są też w Holandii,Austrii,Belgii,Czechach,Norwegii ,w całej Europie.
Są i w Polsce.We Wrocławiu i Słubicach.

Warto podczas zwiedzanie  patrzeć pod nogi na takie szczegóły, każde miasto ma takie małe ciche pominki, które są bardziej wymowne jak ogromne patetyczne kolosy na cokołach. Nauczyłam się “patrzeć pod nogi”  w Paryżu po lekturze Dana Browna “Kod Leonarda Da Vinci”. Kto czytał, ten wie o co chodzi. 

Równie duże wrażenie w Berlinie zrobiły we mnie wmontowane w chodniki metalowe “granice”,  ukazujące gdzie przebiegał Mur. Podobne “granice” są wmontowane od kilkudziesięciu lat  w Warszawie, tam gdzie przebiegał Mur Getta. Na mnie robi to każdorozowo ogromne wrażenie… 

20140504-090255.jpg

20140504-090326.jpg

Murale, streetart – lubie to. Szkoda,że nie wypatrzyłam żadnego dzieła Banksyego. Smuteczek :-(

Moje trio alkoholowe. Faworyci. Stałam się fanką tych trzech trunków :-) Piwo tradycyjne zostawiam męskiej części wycieczki ;-)  

20140505-183117.jpg

Autor admin