wrz 03
Prawo jazdy.Dwa wyrazy, łącznie 10 liter. Niby nic, a jak wiele, dla nie. Mogłabym napisać na temat prawa jazdy książke.Narazie ogranicze sie do jednego postu tutaj na blogu. Zaczynalam prawo jazdy – 3 razy.Tak, trzy razy, i za trzecim dokonczyłam. Myslałam,że już nigdy tego nie dokończe,że do konca życia, co uroczystość rodzinna będe dostawać życzenie w stylu  “i żebyś to prawo jazdy skonczyła W KONCU”. Jak to słyszalam, dostawałam tak zwanej piany na pysku. Jakby od tego miało zależeć moje “ja”, moje ‘istnieje”, jakby światu strasznie na tym zależało i było to potrzebne. Nie rozumiałam dlaczego taka presja jest na mnie wywierana, i powiem szczerze, że mi to ciążyło coraz bardziej. A że jestem troche uparta, więc troszeczke w myśl zasady ‘odmroże sobie uszy na złość mamie”, nie dokanczałam tego i koło sie zamykało. I kiedyś od obcej osoby, psycholożki, usłyszalam “niech pani sobie zrobi prawo jazdy”. Tak poprostu jedno zdanie. Bez tego emocjonalnego ładunku.
Nic nie dzieje sie w życiu bez przyczyny. Moja bliska znajoma, można rzecz, bratna dusza, straciła prace, a że ma cojones większe od niejednego faceta, nie poddala sie a zalożyla szkole jazdy. Ile bylo smiechu podczas mojej nauki u niej, le przygód, serio nie zlicze. Kiedyś to obszerniej trzeba spisać i wydać ku potomnośći. Skonczylam kurs, zdałam 100% torie i zaczela sie żmudna częśc zdawania egzaminu teoretycznego. Poległam na  placu manewrowym  podczas wykonywania łuku, zapatrzona w egzaminatora powalając pachołki jak kostki domina. Zachowałam sie jak rasowa blondyna (wstyd, wstyd, wstyd) . Poziom stresu miałam chyba tyle, ile jest na liczniku Geigera podczas wybuchu bomby atomowej. Po 3 oblanych  wyjazdach na miasto, za 4 razem zdałam dostałam bardzo surowego, wymagającego egzaminatora, już myślałam,że nic z tego nie bedzie, bo pan dawał mi zadanie za zadaniem, non stop musiałam podejmować decyzje, żadne tam komendy “w prawo, w lewo”, a zadania typu ‘proszę znaleźć tory kolejowe w mieście i przez nie przejechać, a potem na najbliższym parkingu zaparkować tyłem”. Powiedział mi na koniec,że idealnie jeżdżę. Że się popłakałam nie muszę chyba pisać. Popłakałam się, bo zdałam coś co i ciążyło na duszy. Popłakałam się, bo to podniosło mi samoocenę, która powiem szczerze, zaczeła pełzać jak tylko przyjeżdżałam do tego zafajdanego WORDu którego szczerze nienawidziłam. Popłakałam się, bo widziałam,że mój mąż stoi obok auta, i też płacze ze szczęścia.  Że dopiełam swego.
Każdemu kto klęka w życiu przed jakimś zadaniem, komu się wydaje ‘nie dam już rady”, dedykuje ten wpis i mówię mu – dasz rade, dasz rade, nie poddawaj się.  Pokonałam w życiu wiele trudności, wiele zakrętów, ale ten smakował naprawdę wyjątkowo.
Mineły 2 miesiące od kiedy mam w portfelu prawo jazdy. Staram sie jeździć i autem z manualną skrzynią, ale i automatem, mam nadzieje,że same dobre trasy przede mną. Czasem  sobie otwieram portfel aby zobaczyć ukochany kartonik_plasticzek ;-) i uśmiechnąć sie samej do siebie “mam! zapracowalam sobie!”.
DSC01773

Autor admin