wrz 09
Wiele sie nie namyślając, napisałam e-maila i wysłałam do Kasi Tusk i Zosi Cudny z blogu http://www.makelifeeasier.pl/
Zaraz porozsyłam do innych bllogerek, na adresy, koóre tutaj już kiedyś wklejałam, muszę tylko popracować nad gramatyką z angielskiego, może ktoś mi pomoże ;-) ?
Jeżeli ktoś z Was ma ochotę się przyłączyć, niech pisze i niechaj rozsyła. Kropla drąży skałę :-)
Treść e-maila:

“Witam!

Nazywam sie X Y Z  i pochodze z ABC.  Prowadze od niedawna blog, na ktorym poruszyłam taki oto temat.
Zapraszam do zapoznania:  http://two-ladies-all-about.pl/?p=919

Pomyślałam,że tyle czasu spedzamy na kształceniu sie, na modzie, na ubiorze, zakupach. A tak niewiele w porównaniu z tym, co możemy zrobić dla ludzi, ktorzy szyją te ubrania. Dlaczego w koncernach odzieżowych tak trudno zlaeżc kogoś z “Fair trade”???
Może Panie mają jakiś pomysł, jak rozprzestrzenić kampanie na rzecz pomocy tym ludziom?Przecież to kobiety JAK MY! jesteśmy wszyscy połączeni siecią interetową, wykorzystajmy ją jakoś sensownie, połączmy sie i zadzialajmy!
Ja ze swej strony moge niewiele, tyle,że napisze to do Pań, może Panie zechcą opublikowac lub choć napomknąć na swoim blogu o tym problemie. Może komuś to przesłać. Ja przesyłam do kilku bllogerek ze Szwecji, Finlandii itp. Może ktoś zareaguje?Może ktoś kto ma kontakt z mediami, PR cos podszepnie?
Wiem,że nie możemy być cicho, bo bycie cichym to przyzwolenie na tego typu praktyki.

Pozdrawiam, i prosze o kontakt
Pamiętajmy, że SIŁA JEST KOBIETĄ!”


Autor admin

wrz 09

Nie chce, aby blog był kolejeną kopią innych blogów, czyli zdjęcie “co kupilam”, zdjęcie ‘strój dnia”, co zjadlam i ewentualnie co liznełam z kultury. Blog jak sama nazwa mowi”jest o wszystim”. Chce aby choć od czasu do czasu pobudził do myślenia. I dlatego kopiuje tutaj artykuł z Gazety Wybrczej, autorstwa: Jacka Pawlickiego “Piekło t-shirtów”. Wczoraj oglądalam powtórke programu, ktory zrobił na mnie ogromne wrażenie “Pot, lzy i jedzenie”, o grupie konsumentów z Wielkiej Brytanii w wieku 19-22 lata, ktorzy jada do tajlandii, aby z bliska przyjrzeć się, a także pracować w tamtejszych fabrykach: kurczaków, tuńczyka. Brali udział w pracach polowych przy sadzeniu ryżu, podczas połowu krewetek. Zarabiali 1-2 funty dziennie, za kilkanaście godzin ciężkiej pracy. Byli swiadkami, dlaczego w Tajlandii jest tak rozwinięta sfera platnego seksu. Jedna z uczestniczek okresliła, xe winą, xe Tajladzkie kobiety zostaja prostytutkami jest przemysł spożywczy. Gdyż w fabryce zarabia sie cztery razy mniej jak bycie prostytutką!. Ten program uświadomił mi,że jest coś takiego jak “Fair trade”, np. sieć Starbucks kupuje tylko w Fair trade.
Czy i Wy sie czasem zastanawialiście dokąd to wszystko zmierza?xe kupując w Zarze, H&M, Reserved,… dokladamy reke do cierpienia tych ludzi?Z drugiej zaś strony nie kupując, oni stracą prace, jedyny dochód i co wtedy?
Pytanie moje brzmi: jak zmusić koncerny, aby wiekszą część zarobków przeznaczaly na płace dla tych ludzi? Może jakoś zachęcić bllogerki znane do kampani? Moxe ktoś z Was coś poradzi? Prosze piszcie!

Markowy T-shirt w Europie czy USA kosztuje 15 dolarów, ale szwaczki w Dakce dostają zań ledwie 8 centów. Pozostałe 14 dolarów i 92 centy to historia nędzy i wyzysku – głównie kobiet i dzieci.

Tak wyliczyła Dheera Sujan, dziennikarka holenderskiego radia Radio Nederland Wereldomroep, która odwiedziła kobiety pracujące w fabrykach odzieżowych w stolicy kraju Dakce. Rozmawiała z nimi w slumsach biednej dzielnicy Korail. Nagrała przesłanie do konsumentów z Zachodu.

“Nazywam się Tania i mam 22 lata. Pracuję w fabryce odzieżowej od 11 lat. Chciałabym prosić wszystkich kupujących na Zachodzie, by wywierali presję w naszej sprawie na sklepy, w których kupują odzież. Musimy zarabiać 8 tys. taka miesięcznie [ok. 100 dol.], żeby się odpowiednio wyżywić, to znaczy zjeść dal z soczewicy,ryż i warzywa. Pracujemy bardzo ciężko, ale nasze pensje nie rosną tak szybko jak ceny”.

45-letnia Sayeeda skarży się, że pod groźbą nieodnowienia umowy o pracę szefowie wymuszają na niej i jej koleżankach przyjęcie wynagrodzenia poniżej gwarantowanego przez rząd minimum płacowego.

Taslima (od 13 lat w fabryce) opowiada, że jeśli popełni najmniejszy błąd, szef ruga ją i poszturchuje.

Właściciele fabryk odzieżowych wiedzą, że konsumenci na Zachodzie coraz bardziej interesują się etyczną stroną produkcji, więc dla gości z zagranicy organizują “wsi potiomkinowskie”. – Kiedy przyjeżdżają kontrahenci, mówi się nam, co mamy im opowiadać, inaczej wylatujemy z pracy – opowiada holenderskiej dziennikarce 27-letnia Alia pracująca od dziesiątego roku życia. – Musimy mówić, że mamy niezłe pensje, dodatkowe pieniądze za nadgodziny, i opowiadać inne kłamstwa. Kiedyś kilku pracowników dostało białe kitle, by udawać troszczących się o nas lekarzy. Właściciele urządzili niby-żłobek, do którego musiałyśmy przyprowadzić dzieci: przez kilka godzin dostawały ciasteczka i zabawki, w toaletach było mydło i ręczniki, ale kiedy kupcy odjechali, wszystko szybko znikło.

Bangladesz to jeden z najgęściej zaludnionych, najbiedniejszych i najsłabiej rozwiniętych krajów świata. Znamy go głównie z wiadomości o straszliwych kataklizmach, głodzie, gigantycznej korupcji. Z Bangladeszu, o czym mało kto wie, pochodzi jednak wiele markowych ciuchów – szczególnie T-shirtów z takich sieci, jak: H&M, Zara, Gap, Mexx czy amerykański WalMart.

Bangladesz jest potentatem – w ich produkcji zajmuje czwarte miejsce na świecie. W tym liczącym ponad 160 mln ludzi kraju działa ponad 4 tys. fabryk szyjących bawełnianą odzież dla znanych zachodnich sieci. Zakłady te ulokowane głównie w przeludnionej 10-milionowej Dakce wytwarzają na eksport towary o wartości 10 mld dol. rocznie. To 10 proc. PKB całego kraju.

80 proc. z 3 mln ludzi zatrudnionych w tej gałęzi przemysłu to kobiety i dzieci pracujące po 10-12 godzin dziennie przez siedem dni w tygodni, często już od 11. czy 12. roku życia. Warunki pracy są bardzo złe – molestowanie i bicie jest na porządku dziennym. W licznych pożarach spowodowanych głównie katastrofalnym stanem instalacji elektrycznej zginęło w ostatnich latach 400 osób.

Pracownice fabryk mieszkają głównie w slumsach na obrzeżach Dakki, bo w większości przyjechały tu z biednych wsi, uciekając przed głodem. Tak jak 30-letnia Lily Begum, do której dotarła pracująca w Azji dziennikarka Bijoyeta Das. – W rodzinnej wiosce nie mieliśmy ziemi uprawnej, więc przyjechaliśmy tu wraz z mężem 11 lat temu, by pracować w przemyśle – opowiada Begum.

W lipcu zeszłego roku, kiedy w Polsce były akurat wyprzedaże, zdesperowane Banglijki z fabryk odzieżowych wyszły na ulice Dakki, by walczyć o podniesienie płacy minimalnej wynoszącej wówczas nieco ponad 20 dol. Policyjne pałki i gaz łzawiący nie uspokoiły sytuacji. Po tygodniu zamieszek, starć z policją, palenia domów i straganów rząd zgodził się na podwyżkę płacy minimalnej do równowartości 43 dol.

Problem w tym, że ceny żywności wzrosły tak bardzo, że za gwarantowaną przez rząd płacę minimalną (która często jest fikcją) nie da się właściwie wyżyć. Dlatego w grudniu zeszłego roku znów doszło do protestów. Tym razem zginęło pięć osób. Eksperci ostrzegają, że nie jest wykluczone, iż protesty znów wybuchną.

Autor admin