gru 24

Czas świąteczny nie zapowiada sie u mnie w kolorach swaietłek z choinki, a raczej szaroburo. Mój kuzyn, wczoraj do mnie zadzonił, zdenerowawał mnie, bo złamał obietnice, którą dawał mi kilkunastokrotnie, tzn. był pod wpywem alkoholu, i sie wsciekłam na niego, że tak rozwiązuje swoje sprawy, nawrzeszczałam na niego i powiedzialam mu,że nie chce z nim gadać, choc on nalegał, bo mnie bardzo lubi, ja mu przerywalam i odburknełam, że zadzwonie w święta, na jego urodziny, a teraz ma sie odpôrkowć ode mnie, jak nie umie wytrzymać w abstynencji. Po rozłączeniu sie, poczulam niesmak. Za pare godzin, miał wypadek…Żyje, ale… nie chce mi sie nic. Nie jest dobrze.

Mam galopade myśli. Oprócz tego, ktoś kogo bardzo lubie, sie  kimś pokłócił, ktoś do kogoś sie nie odzywa, ktoś komuś robi prykrość.A ponoć czas świąt to czas pojednania?  Po co to wszystko? Spotkalam sie na kawie u mnie wczoraj z koleżankami, zamiast piec ryby, mieszać serniki i kroić bakalie, zdezerterowały z domów i ukryły sie u mnie. Kawa, papierochami nadymiły z nerwów tak, że ledwo sie widziałyśmy przy stole. Słuchalam je, i nie umiałam im pomoć. Bo sama sobie czasem nie umiem pomóc…

Potem wsiadłam z psiapsiółką w auto,wziełam psa na tylnie siedzenie,  musialam “wyjeździć nerwy”,jazda auta mnie uspokaja, nastraja pozytywnie, porządkuje myśli, staje sie wtedy zadaniowcem, i kiedy tak sunełyśmy po mokrych od roztopniałego śniegu ulicach,ustrojonych lampkami, nagle usłyszalam, jak moj pies wymiotuje mi na nową tapicerke… Ludzie stroili choinki, wkladali kolejne blachy ciast do piekarników słuchając kolend, a ja szorowalam tapicerke od wymiotów psich. Cudnie nie? Jak w kiepskim serialu.

Jedyne miłe, to to,że mój mąż dziś wstał wcześnie rano i oporządził ryby :-) – szczerze tego nie znosze, tych bebechów, krojenia im kręgosłupów, brrrrr. Druga fajna sprawa – trzy przemiłe telefony, od osób bliskich memu sercu, które zawsze są przy mnie, kiedy tego potrzebuje,z ktorymi rozumiem sie bez słow, ale czasem słowa są jednak potrzebne, aby wyrazyć wdzięczność, aby wesprzeć,  i z którymi to dziś mogliśy sobie powiedzieć “dobrze,że jesteś”. świadomość, że ktoś taki jest na śwecie dodaje otuchy.

Pomimo,że ten mój marnotrawny kuzyn leży w klinice, pomimo,że ktoś komuś robi cholerną przykrość, pomimo, że czasem los robi tak, że ręce opadają, nie poddaje sie i brne dalej. Za pare godzin zasiąde do Wigili z rodziną.

Wszystkim Wam życze udanych świąt, pogodzenia się z tymi, z którymi mamy niedomowienia, bliskości, czułości i spokoju.

Hej, kolęda, kolęda…

Autor admin