maj 13

Artykuł skopiwałam z przekroj.pl

Ilona Witkowska, Marta Karaś 11-03-2012

Kim do diabła jest Kasia Tusk? Tego się nie dowiemy, ale wiemy z całą pewnością, że „Kasia Tusk” nie jest człowiekiem

Kasia Tusk” jest idealną żoną ze Stepford. „Kasia Tusk” jest wieczną optymistką, nigdy nie ma zespołu napięcia przedmiesiączkowego ani chandry, nie trafia jej szlag, gdy ucieknie jej SKM lub gdy okazuje się, że za 50 zł nie można zatankować nawet dziesięciu litrów benzyny. Z pasją oddaje się gotowaniu i pieleniu. Wszystkie te czynności okrasza promiennym uśmiechem oraz niezliczoną liczbą wykrzykników.

„Kasia Tusk” jest archetypowym popkulturowym stworem, zwanym dziewczyną z sąsiedztwa. Dość ładna – może nie skończona piękność pokroju Angeliny Jolie, ale sympatyczna, z twarzy podobna do nikogo. I ta zwykła studentka pokazuje, jak za pomocą ubrań, przyzwoitego makijażu i jedzenia ćwiartek jabłek zamiast chipsów w trakcie oglądania „Tańca z gwiazdami” stać się celebrytką. Pokazuje wizję szczęśliwego życia, które można kupić na wyprzedażach.

Zrób wrażenie na teściowej

„Kasia Tusk” żyje w schludnym, jasnym świecie polskich komedii romantycznych. Czas zajmuje jej głównie dobieranie zestawów, takich na specjalne okazje (chrzciny, uroczystą kolację czy urodziny teściowej – na pewno zrobimy dobre wrażenie, jeśli potraktujemy to wydarzenie poważnie;)), czy też bardziej awangardowych (skórzane spodnie z Terranovy są nieodzowne, gdy nie chcemy wyglądać zbyt elegancko).

„Kasia Tusk” gotuje, je i bywa – a to na nartach w Tyrolu, a to na francuskiej premierze „O północy w Paryżu”, uprzednio skrupulatnie licząc tygodnie do tego wydarzenia (wygenerował on niemały problem: nie ma dnia, żebym nie sprawdziła tanich lotów do Paryża…).

Wpisy na temat przeczytanych książek (bohaterowie prawie wszystkich książek, które jak dotąd polecałam, byli mieszkańcami dalekich wschodnich krain) zajmują na Makelifeeasier 10 stron. Tag „przepisy” obejmuje stron 51, „strój dnia” – 65. Pod wpisem, w którym „Kasia Tusk” pokazuje niebieską kurtkę i czerwone spodnie, widnieją 572 komentarze.

„Kasia Tusk” już bała się, że zestawy z użyciem ciemnej zieleni będą wyglądać mało schludnie, teraz pozostaje czekać, aż poleci swoim czytelniczkom założyć na włosy czystą opaskę, by wyglądać świeżo i promiennie.

I ty spotkasz swojego Staszka Cudnego

Dlaczego dziewczyna, która twierdzi, że ciuch kosztujący po przecenie przeszło 200 zł jest niedrogi, stała się wzorem do naśladowania dla setek, jeśli nie tysięcy młodych kobiet w całym kraju?

Jak udało jej się zatruć tyle młodych umysłów kopią poradników dla pań domu z lat 50.?

Dlaczego dziewczyny z najróżniejszych miast, miasteczek i wsi poddały się temu przedłużeniu polityki świętego spokoju, które promuje skupienie się przez kobiety na stroju, makijażu i zakupach? Dlaczego młoda kobieta, która przekreśla 200 lat walk kobiet o równouprawnienie, zawładnęła masową wyobraźnią?

Dziewczęta, które się na niej wzorują, nie myślą o tym, że po studiach pójdą do kiepskiej pracy na śmieciową umowę, by zarabiać o 30 proc. mniej niż koledzy na takich samych stanowiskach. Nie myślą o tym, że usłyszą wielokrotnie „taki sobie pani zawód wybrała” po dwóch fakultetach, pracując w sklepie z tanią biżuterią i nie wykazując dostatecznego entuzjazmu przy zachwalaniu delfina z onyksu.

Wierzą, że trafią na swojego Staszka Cudnego, zaprzyjaźnią się z jego siostrą i będą razem jeść ciasteczka z malinami w czystej kuchni, utrwalając te szczęśliwe chwile canonem 5D. Że będą mogły kupować trzy razy w tygodniu must have’y sezonu w rozsądnej cenie nieprzekraczającej 820 zł, korzystając z dobrodziejstwa internetowych zakupów, które to mają parę innych zalet niż tylko możliwość oglądania „Tańca z gwiazdami” w trakcie podejmowania decyzji o kolorze bluzki.

Wierzą, że styl życia „Kasi Tusk” jest osiągalny dla każdej absolwentki psychologii; nie tylko takiej, której tata zarabia 15 tys. zł miesięcznie i jest premierem. Bo „Kasia” to przecież taka zwykła dziewczyna, zupełnie jak Kate Middleton.

Recepta na talerzyku ze złotym rantem

Zwycięski rajd sympatycznej przeciętności przez masową wyobraźnię 20-latek jest tym bardziej przerażający, że globalny. „Kasia Tusk” kopiuje księżną Catherine (Która z nas chociaż odrobinę nie zazdrości księżnej Catherine garderoby? Jej stroje i dobrane do nich dodatki są po prostu perfekcyjne), która tak wspaniale zestawia ubrania od projektantów z ciuchami z sieciówek, łącząc ubrania z droższych sieciówek z ubraniami z tańszych sieciówek.

A „Kasię Tusk” kopiują setki, jeśli nie tysiące dziewcząt, łącząc ubrania z taniej sieciówki z ubraniami z taniej sieciówki. Na szczęście creme do latte można z powodzeniem uzyskać, długo, dość mocno i rytmicznie potrząsając butelką z najzwyklejszym mlekiem 2 proc. To ratuje te nieszczęśnice, które zamykają łańcuszek.

Wystarczyło, aby Jaruga-Nowacka i Szymanek-Deresz zginęły w katastrofie lotniczej, żeby nie było komu zabrać mocnego głosu w parlamencie na temat sytuacji kobiet. Kwestie kobiece zostały odesłane na medialny margines. Wygląda na to, że do zajęcia się kobietami została „oddelegowana” „Kasia”, która – jak większość mainstreamowej popkultury – projektuje i promuje obraz świata pożądanego przez aktualnie dominującą opcję polityczną. Zachęca dziewczyny do skupienia się na domu, ciuszkach i innych kobiecych zajęciach, równie subtelnie jak „Bank nie z tej ziemi” pokazywał zalety kapitalizmu i uświęcał prawo własności; „Ojciec Mateusz” potwierdza kryształowy wizerunek księdza, a „Majka” piętnuje aborcję i tworzy nowy model świętej rodziny.

We wrześniu 2011 r. rzecznik SLD Tomasz Kalita nazwał Makelifeeasier „elementem strategii PR premiera”. Tamta uwaga, rzucona w przedwyborczym ferworze i natychmiast przysłonięta kampanią, w której Grzegorz Napieralski prezentował się z potomstwem, przeszła niemal bez echa. Mimo że rzecznik nie dotknął istoty sprawy, trudno nie przyznać mu racji.

Celem bloga jest pokazanie jego czytelnikom, jak uczynić życie łatwiejszym, przyjemniejszym, prostszym, szczęśliwszym. Narzędziem zaś jest kupowanie, odwiedzanie kawiarni, jedzenie, czyli szeroko pojęte konsumowanie dóbr. Każde kolejne zakupy prowadzą do jeszcze większej radości i samozadowolenia, co jest idealną emanacją logiki liberalnych rządów: wzrost konsumpcji, napędzający wzrost PKB, prowadzi do wzrostu szczęśliwości społeczeństwa. I takie recepty na szczęście podaje na talerzykach ze złotym rantem „Kasia Tusk”.

Czy przez świat kolorowych sukienek i picia latte z przyjaciółmi może przebić się Baumanowska krytyka dyktatu szczęścia? W „Sztuce życia” Bauman zauważa: „Jak wiele szlaków przemierzanych przez tropicieli szczęścia udało się już poprowadzić przez galerie handlowe”. Z całą pewnością konstrukt, jakim jest „Kasia Tusk”, jednym z tych szlaków podąża. A za nią około 240 tys. czytelników miesięcznie.

Głos wyższej klasy średniej

Rozbudzanie w młodych kobietach konsumpcyjnych pragnień, których nie są w stanie zaspokoić, prowadzi do nieuchronnej katastrofy, bo pragnienie posiadania przesłania zdrowy rozsądek. Stawia je w tym samym rzędzie co chłopców z Lehmann Brothers, sprzedawców domów lub cadillaców na kredyt.

Niestety świat, w którym funkcjonuje „Kasia Tusk”, niewiele ekonomicznie ma wspólnego z rzeczywistością śmieciowych umów. Podliczając miesięczne wydatki tylko na garderobę i kosmetyki, otrzymujemy kwotę wahającą się pomiędzy 560 a 850 zł. Nie ma żadnej możliwości, by studiując i jednocześnie pracując jako: barmanka, kelnerka, sprzedawczyni, ankieterka i zarabiając miedzy 7 a 12 zł/godz., realizować tego typu pragnienia, transmitowane na ogromną skalę przez Makelifeeasier.

„Kasia Tusk” jest nachalną promocją głoszonej przez konserwatywną wyższą klasę średnią wizji kobiety konsumentki. Naśladowanie córki premiera stawia młode dziewczyny w skrajnie trudnej sytuacji – jak znajdując się w innej galaktyce ekonomicznej, być wiecznie zadowoloną z życia, schludną i zadbaną? „Kasia Tusk” prezentuje przecież przeciętne życie przeciętnej dziewczyny, jest wzorcem normalności – jej czytelniczki też chcą być po prostu normalne.

Nieuniknione jest jednak odkrycie, że taka normalność nie leży w ich zasięgu. Dla części czytelniczek naśladowanie stylu „Kasi” będzie niewątpliwie warte wyrobienia karty kredytowej, z wiecznie niespłaconym debetem. Część z nich z kolei może zwrócić się do Providenta, który nie wymaga żadnych zaświadczeń, by pożyczyć niewielką kwotę (na przykład 850 zł na must have’y miesiąca) lub reklamowanego przez krystalicznie uczciwego ojca Mateusza SKOK Stefczyka.

Pytanie, ile dziewczyn, poddanych dyktatowi tworów typu Makelifeeasier, posuwa się do kredytowania ich swoim ciałem i zrezygnowania z godności dla kolejnej pary jeansów czy kremu z Sephory?

Na koniec dobra rada, od Kasi i od nas: Jeśli Wam też się trafił trochę luźniejszy dzień, to zróbcie to, co lubicie najbardziej, nieważne, jak bardzo nierozwijająca będzie ta aktywność:) Podobno czynności, które lubimy, a które nie wymagają od nas zbyt dużego wysiłku intelektualnego, powodują wzrost poczucia szczęścia (…):) Możecie na przykład zajrzeć na fanpage Makelifeharder, który lubi na Facebooku 57 550 osób, co świadczy o tym, że pokolenie Kasi Tusk, które jest także naszym pokoleniem, nie jest stracone w 100 proc.

 

 

Autor admin

maj 13

 

Autor admin

maj 13

Autor admin