cze 26

Autor admin

cze 26

Kto mnie zna, ten wie,że gdy Bozia rozdwala atuty urody i talenty, to ja sie nie zalapałam nawet na końcówke do kolejki po BRWI. Moje brwi to jakieś tam szczątki dziwnie sobie rosnących siwych włosków. Henn, kredek w swoim życiu zrobiłam tyle,że mogłabym za to kupić wiele, oj wiele. Najczęściej sobie je poprpstu domalowywałam, bo henna po zrobieniu trzymała sie jakieś 2 dni. Także kredke do brwi, mam zawsze przy sobie. Tak, pudrowanie nosa, i domalowywanie brwi to moja specjalność. Nosa sobie nie zmienie, ale brwi – czemu nie. Po nie wiem ilu próbach w końcu sie zapisania, tydzień temu sie umówiłam na makijaż permanentny. Oczywiście do sprawdzonej kosmetyczki, a raczej lingerystki.

Moje wrażenia. Malowanie kredką wzoru brwi trwało ponad godzine. Kaprysiłam jak nigdy, ale lingerystka się tego domagała. W końcu jak zobaczyla błysk w oku, że tak o to mi chodzi, zabrała sie do pracy. Może mam małą zdolność odczuwania bólu, ale mnie zabieg nie bolał wcale. Ogólnie po 3 godzinach mam piękne wypełnione brwi. Moja mama robiła makijaż sobie metodą kreseczek, ja wybrałam wypełnienie całkowite. Jestem przeszcześliwa! Jak tylko zejdą mi z czoła 2 pryszcze (od dawien dawna nie miałam niczego na czole) zrobie foto poglądowe. Oczywiście ocena jest subiektywna, najwazniejsze,że mnie sie bardzo podobają i czuję sie jakbym sie z nimi urodziła. Za 4 tygodnie, po wygojeniu, bo ponoć ma mi sie robić strupek, mam iść na poprawke. Także ja od siebie moge polecić tą metode :-)

 

 

 

 

Autor admin

cze 26

 

Lubicie filmy dokumentalne? Ja uwielbiam. Moim ulubionym dokumentalistą jest Marcin Koszałka. Na dole skopiuje artykuł na temat jego osoby (artykuł ze strony www.culture.pl). Filmy można znaleźć na niezawodnym youtube. Zrobcie sobie dobry kubek herbaty i zatopcie sie. Mnie te filmy poruszają bardzo, gdyż każdy z nich jest bardzo osobisty. Kto z Was ogładał Pręgi, Senność, Rewers, ten już sie spotkał z działalnością Marcina, gdyż do tych bardzo znanych filĶow był autorem zdjęć. 

Realizator filmów dokumentalnych i operator filmowy. Urodził się 30 grudnia 1970 roku w Krakowie.

Od wieku licealnego pasjonował się wspinaczką górską i fotografią. Po liceum trafił do technikum wiertniczego, ale ze studiów wiertniczych na Akademii Górniczo-Hutniczej zrezygnował. Nie ukończył także studiów socjologicznych na Uniwersytecie Jagiellońskim. Ostatecznie zdał na Wydział Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, na kierunek Realizacja Obrazu. Jednak jego pasją stał się film dokumentalny – jak sam przyznaje – z sentymentu do Krzysztofa Kieślowskiego.

Uwagę na siebie zwrócił filmem dyplomowym Takiego pięknego syna urodziłam (1999), zrealizowanym pod kierunkiem swego wykładowcy Andrzeja Fidyka, ówczesnego szefa redakcji dokumentu TVP 1. To 25-minutowy portret rodzinny we wnętrzu: kamera wędruje po mieszkaniu, zatrzymując się na jego lokatorach – snującym się po pokojach młodzieńcu, leżącym na wersalce mężczyźnie w sile wieku i narzekającej bez przerwy kobiecie. Z jej monologu wynika, że syn – wieczny student i obibok – szuka sensacji w domu, że nic dobrego z niego nie wyrosło (i już nie wyrośnie), a przecież “takiego pięknego syna urodziłam”. W czasach, kiedy na ekranach (telewizyjnych) dominuje dokument fabularyzowany, kreacyjny, film Koszałki uderzał spontanicznością i szczerością. Od pierwszych kadrów staje się jasne, że to nie tylko nagranie autentyczne, ale i niezwykle osobiste. Widać w nim wprawdzie “szkołę Fidyka”, każącego szukać konfliktów ostrych i gwałtownych, sytuacji wręcz szokujących, ale z drugiej strony uderza odwaga młodego twórcy, nie tylko kierującego kamerę na siebie, ale i zapisującego bez retuszu sytuację co najmniej kontrowersyjną. Takiego pięknego syna… budzi na początku śmiech, z czasem jednak przeraża i skłania do refleksji. Pokazywany w telewizji i na prestiżowych festiwalach wywołał mnóstwo kontrowersji. Marcel Łoziński powiedział wręcz, że Koszałka zamienił kamerę w karabin i zastrzelił swoją matkę. Do telewizji nadeszły setki listów, część z nich chwalących realizatora za uchwycenie w kadrze prawdziwego życia, część zaś zawierała wyrazy wsparcia dla matki artysty, upokorzonej prezentacją takiego wizerunku.

W wielu wywiadach Marcin Koszałka mówi o swych twórczych inspiracjach:

“Moja obsesja śmierci wynika z nerwicy, której nabawiłem się w domu, gdzie miałem konflikty i duże ciśnienie” – zwierzył Katarzynie Bielas na łamach “Dużego Formatu” (nr 46/2007), dodatku “Gazety Wyborczej”. – “Nie mam czasu jej leczyć, bo jestem zajęty. Poza tym boję się, że gdybym nerwicę wyleczył, to nie miałbym tylu pomysłów. Myślę, że lepszą terapią są dla mnie filmy. (…) Mama bardzo przejmowała się moim życiem, cały czas mnie straszyła, co może się stać, jeżeli np. będę pił, brał narkotyki albo poznawał złe dziewczyny. Nakręcała się, bo przy okazji chciała zwrócić na siebie uwagę. Ojciec, inżynier konstruktor, pracował, projektował rafinerie, jeździł po świecie. Mama rzuciła studia prawnicze, siedziała w domu. Szantażowała nas emocjonalnie, mówiła, że jest chora, ma raka, umiera, że pójdzie do szpitala. Żyłem ciągle pod presją tego szantażu, w obawie, że w końcu coś złego się stanie i ona nas zostawi. Teraz przez to ciągle boję się śmierci, a właściwie ciężkiej choroby, która wyeliminuje mnie z życia, i w trochę zbyt młodym wieku umrę. (…) Mam też nerwicę natręctw, wykonuję wielokrotnie pewne czynności, ciągle coś sprawdzam, bez przerwy myję ręce. Trochę jak Woody Allen.”

Terapeutyczny aspekt filmu trochę umknął krytykom, ale sprawa stała się na nowo aktualna, gdy Koszałka – pięć lat później – przedstawił drugą część, Jakoś to będzie (2004). Sposób opowiadania jest taki sam, jak poprzednio (zdaje się, że sposób prowokowania sytuacji do sfilmowania – również), ale wizerunek bohaterów – jakże odmienny. Autor filmu wydaje się wyzwolony spod wpływu toksycznej matki: mieszka osobno, ma swoją rodzinę, z matką spotyka się sporadycznie. A jednak wizerunek samego siebie, jaki kreśli kamerą, nie przestaje intrygować: to nie jest człowiek wyleczony z toksycznego związku, ale tylko przeniesiony w inny układ – niekoniecznie zdrowy, jakkolwiek nie z winy osób trzecich.

“Ta kontynuacja okazała się pięknym filmem – przemyślanym i pełnym ostrożnej nadziei, a przede wszystkim uświadamiającym sens realizacji poprzedniego obrazu” – pisał o filmie Michał Chaciński na łamach “Gazety Wyborczej” (z dn. 3.02.2005). – “Ponownie oglądamy prywatne życie reżysera. Do tyrad matki z pierwszej części dochodzą tu kłótnie z żoną. Ale nowym filmem Koszałka wytrąca z ręki argument tym, którzy poprzednio posądzali go o ekshibicjonizm. Nagrywa on swoje prawdziwe konflikty rodzinne, ale realizując i analizując film, odkrywa, że sam je powoduje. (…) To film człowieka, który zdaje się dzisiaj lepiej rozumieć swoją sytuację i samego siebie. Człowieka, który zrozumiał, że w konflikcie między ludźmi wina rzadko leży po jednej stronie i że rozwiązanie konfliktów wymaga pracy nad sobą.”

Ale Marcin Koszałka w swej twórczości dokumentalnej nie ogranicza się do analizowania swojej postawy w relacjach z drugim człowiekiem. Nie mniej ciekawa jest inna misja, jakiej podjął się w czasach obowiązującej afirmacji życia – jego filmy stawiają sobie za cel oswajanie śmierci.

Szczególne kontrowersje wzbudziło Istnienie (2007) – film o umieraniu, powstały z inspiracji cenionego aktora Jerzego Nowaka, zmagającego się z nieuleczalną chorobą. Nowak – aktor scen krakowskich, obecny na ekranach polskich filmów od 1955 roku, znany i rozpoznawany w licznych epizodach – zapragnął pod koniec życia roli głównej. Tak doszło do realizacji filmu, który zaspokajałby ambicje zarówno aktora, jak i twórcy: opowieści o oswajaniu się ze śmiercią i godnym umieraniu. Bo Istnienie miało być doprowadzone do samej śmierci, łącznie z obrazami agonii. Tyle, że los zakpił z twórców: mimo zmagań z chorobą Jerzy Nowak nie tylko nie umarł w przewidzianym terminie, ale i żyje do teraz (koniec listopada 2009). Lecz nawet w tak okrojonej okolicznościami formie film Koszałki pozostaje niezwykłym doświadczeniem. Szymon Hołownia na łamach “Newsweeka” (nr 40/2007) napisał:

“Mam kłopot z tym, że po ‘Istnieniu’ nie wiem nic więcej o tym, co jest prawdziwą treścią umierania – o tych, co zostają, o ich miłości, o nadziei, której może szukać ten, który odchodzi. Składam misternie jakieś strzępki z potencjalnie wielkich scen (ot, choćby kościelnego ślubu, jaki po latach wspólnego życia biorą aktor staruszek i jego żona), może jestem zbyt głupi? A może problem w tym, że Nowak z Koszałką pokazują nam wstrząsające dekoracje, nie mówiąc, jaka sztuka będzie w nich grana? (…) Cenię Koszałkę, miał odwagę porwać się na wielki temat. Ale choć z ‘Istnienia’ wyniosę kilka mocnych obrazów, nie wyniosę wielu myśli. ‘Istnienie’ to ważny film – wreszcie będę miał dowód na tezę, że śmierć sama w sobie to nie jest materiał na artyzm.”

Mimo obiekcji krytyków Istnienie pozostaje interesującym eksperymentem filmowym – w pewnym sensie symbolem naszych czasów, w których próbuje się uciekać od spraw ostatecznych, choć na co dzień towarzyszą one naszemu życiu. Innym filmem o podobnej tematyce jest powstająca niemal równoległe Śmierć z ludzką twarzą (2007) – reportaż z krematorium w czeskiej Ostrawie, zmuszający do refleksji na temat śmierci w kulturze polskiej, opartej na chrześcijaństwie, i czeskiej, w dużym stopniu zlaicyzowanej. Kolejny film na podobny temat to Martwe ciało (2007) – wizyta w prosektorium i towarzyszenie sekcji zwłok, początkowo planowane jako finał Istnienia.

Obrazu Koszałki-skandalisty nieznającego żadnych świętości dopełnia film Do bólu…, zrealizowany w telewizyjnym cyklu “Dekalog… po Dekalogu”. To ilustracja czwartego przykazania – “Czcij ojca swego i matkę swoją”. Na pierwszy rzut oka to powtórka z Takiego pięknego syna urodziłam. Ale nie: to kolejny przykład, egzemplifikujący toksyczność relacji między synem i matką. W tym przypadku synem jest mężczyzna pięćdziesięciokilkuletni, który myśli o związaniu się z inną kobietą. Pikanterii dodaje fakt, że bohaterem filmu jest znany krakowski psychiatra, doświadczony terapeuta, do którego o pomoc w swoich sprawach zwrócił się sam Koszałka.

Marcin Koszałka zajmuje we współczesnym polskim kinie dokumentalnym pozycję szczególną. Jest postacią rozpoznawalną, o wyrazistym stylu, na której nowe filmy czeka oddane grono widzów. Więcej, o którym gorąco się pisze i dyskutuje. Bartosz Żurawiecki, publicysta miesięcznika “Film”, w portalu www.wp.pl we wrześniu 2008 napisał wręcz, na marginesie Do bólu, że mamy do czynienia z kategorią artystyczną, nazwaną “Dotykiem Koszałki”:

“Dokumenty Koszałki budzą kontrowersje, wywołują oburzenie, bo poruszają tematy objęte w Polsce dozorem kultury. Tematy zafałszowane, przemilczane, wyparte… Te gwałtowne reakcje potwierdzają zresztą słuszność obranej przez reżysera drogi. Bo skoro krzyczą, to znaczy, że ich dotyk Koszałki boli. A skoro boli, to znaczy, że Koszałka dotknął tego, co chore, zaropiałe, co nadaje się do szybkiego leczenia, jeśli nie od razu do amputacji.”

Nie wolno też zapominać, że Marcin Koszałka jest z wykształcenia operatorem – i to jednym z najzdolniejszych w swoim pokoleniu, czego dowodzą dwie nagrody za zdjęcia na festiwalu w Gdyni – zaPręgi (2004) Magdaleny Piekorz i Rewers (2009) Borysa Lankosza. O specyfice zdjęć do Rewersutak – specjalnie dla www.culture.pl – wypowiada się Andrzej Bukowiecki, krytyk filmowy i znawca sztuki operatorskiej:

“W czarno-białych zdjęciach do ‘Rewersu’ Koszałka twórczo nawiązuje do odrzuconej swego czasu ze wzgardą tradycji sztuki operatorskiej. W latach 60. i 70. wraz z modą na realizm, młodzi operatorzy (jak Jerzy Wójcik w ‘Nikt nie woła’), ku zgorszeniu konserwatystów, zarzucili ‘ekspresjonistyczne’, kontrastowe i wytwarzające często nieuzasadnione cienie oświetlenie planu zdjęciowego wieloma źródłami światła kierunkowego. Przeszli na miękkie, prawie bezcieniowe oświetlenie rozproszone (soft ligth), bliższe temu, które spotykamy w naturze. Koszałka w ‘Rewersie’ przywraca tamto klasyczne, wieloźródłowe oświetlenie, stosując je inteligentnie, bez szafowania zbędnymi cieniami, ale we właściwych miejscach przywołuje dwie oparte na nim konwencje: hollywoodzkiego glamouru i filmu noir. Warto też zauważyć, że Koszałka połączył czarno-białą taśmę z ekranem panoramicznym, co pięknie przywodzi na myśl kino amerykańskie z wczesnych lat 60., kiedy szeroki ekran już był w modzie, a kolor jeszcze nie – i powstała wtedy np. czarno-biała, nakręcona w systemie Panavision, ‘Garsoniera’ Billy’ego Wildera. Taką kombinacją posługiwał się także Otto Preminger ze swoim operatorem Samem Leavittem.”

Kilkanaście filmów dokumentalnych, drugie tyle sfilmowanych fabuł, pokaźny zestaw prestiżowych nagród festiwalowych, tytuł Artysty Roku miasta Krakowa 2008, nadany przez dziennikarzy “Gazety Wyborczej” – pokaźny dorobek jak na człowieka, który zaledwie kilka lat temu, w 2001 roku, ukończył studia operatorskie. A to przecież dopiero początek twórczej drogi ku artystycznemu spełnieniu.

Filmografia

Filmy dokumentalne:

  • 1999 - Takiego pięknego syna urodziłam, scenariusz, reżyseria, zdjęcia.Wyróżnienie Jury Studentów w konkursie krajowym oraz wyróżnienie Jury w konkursie międzynarodowym Krakowskiego Festiwalu Filmowego w Krakowie 2000, nagroda dla najlepszego dokumentu na Lecie Filmowym w Kazimierzu Dolnym 2000, Prix Europa na MFF Prix Europa w Berlinie 2000, nagroda na MFFD Visions du Reel w Nyonie 2003;
  • 2000 - Sztuka dyrygowania (reż. Beata Dzianowicz), zdjęcia;
  • 2001 - Dzieci Witkacego (reż. Ryszard Bugajski), zdjęcia;
  • 2001 - Prawdziwe psy (serial tv) (reż. Krzysztof Lang), zdjęcia;
  • 2001 - Rozwój (reż. Borys Lankosz), scenariusz, zdjęcia. Nagroda Polskiej Krytyki filmowej za zdjęcia na Krakowskim Festiwalu Filmowym 2002;
  • 2002 - Adrenalina (reż. Krzysztof Lang), zdjęcia;
  • 2002 - Polacy Polacy (reż. Borys Lankosz), zdjęcia;
  • 2003 -Imieniny, scenariusz, reżyseria. Wyróżnienie za najlepszy film telewizyjny na MFFD Złota Arka w Wilnie, 2004;
  • 2003 – Made in Poland, reżyseria, zdjęcia;
  • 2003 - Miłość w cieniu Big Brothera (reż. Leszek Wosiewicz), zdjęcia;
  • 2003 - Prawdziwe psy. Krzysiek i Sławek (reż. Krzysztof Lang), zdjęcia;
  • 2004 – Jakoś to będzie, scenariusz, reżyseria, zdjęcia. Złoty OFF w kategorii filmu dokumentalnego na MFF OFFensiva we Wrocławiu 2005;
  • 2006 – Cały dzień razem, scenariusz, reżyseria, montaż. Nagroda za najlepszy film dokumentalny z Europy Środkowej na MFFD w Jihlavie 2006, wyróżnienie w konkursie międzynarodowym naKrakowskim Festiwalu Filmowym 2006;
  • 2006 – Śmierć z ludzką twarzą, scenariusz, reżyseria, zdjęcia;
  • 2007 – Istnienie, scenariusz, reżyseria, zdjęcia. Nagroda Publiczności na Krakowskim Festiwalu Filmowym 2007, Nagroda Jury Ekumenicznego i nagroda publiczności na MFFD Visions de Reel w Nyonie 2008, Grand Prix w konkursie filmów pełnometrażowych na MFF w Teheranie 2008;
  • 2007 – Martwe ciało, scenariusz, reżyseria, zdjęcia;
  • 2007 - Przerwany lot (reż. Magdalena Piekorz), zdjęcia;
  • 2007 - Sekwens (reż. Robert Sowa), zdjęcia;
  • 2008 – Do bólu (tv, z cyklu “Dekalog… Po Dekalogu”), scenariusz, reżyseria, zdjęcia. Dyplom w konkursie krajowym i Srebrny Smok dla dokumentu w konkursie międzynarodowym Krakowskiego Festiwalu Filmowego 2008, Złoty Gołąb w konkursie filmów krótkich na MFFD w Lipsku 2008, Grand Prix Biała Kobra na Festiwalu Mediów “Człowiek w zagrożeniu” w Łodzi 2008, Wyróżnienie Specjalne Jury na MFF w Karlowych Warach 2009;
  • 2008 – Wyrok na życie, scenariusz, reżyseria, zdjęcia.

Filmy fabularne:

  • 2004 - Pręgi (reż. Magdalena Piekorz), zdjęcia. Nagroda za zdjęcia na FPFF w Gdyni 2004;
  • 2005 - Kochankowie Roku Tygrysa (reż. Jacek Bromski), zdjęcia;
  • 2005 - Kochankowie z Marony (reż. Izabella Cywińska), zdjęcia;
  • 2005 – Solidarność, Solidarność, nowela I wie pan, co? (reż. Jacek Bromski), zdjęcia;
  • 2007 - Łódka (krótkometrażowy) (reż. Michał Szcześniak), zdjęcia;
  • 2007 - Prawo miasta (serial tv) (reż. Krzysztof Lang), zdjęcia (odcinki 1-13);
  • 2008 - Rysa (reż. Michał Rosa), zdjęcia;
  • 2008 - Senność (reż. Magdalena Piekorz), zdjęcia;
  • 2008 - The House (reż. Robby Henson), zdjęcia;
  • 2009 - Rewers (reż. Borys Lankosz), zdjęcia. Nagroda za zdjęcia na FPFF w Gdyni 2009.

Autor: Konrad J. Zarębski, listopad 2009


Autor admin