wrz 03

 

Nie wiem jak Wy, ale dla mnie pierwszy dzień rozpoczęcia szkoły, a już szczególnie pierwszy dzień nauki, kojarzy sie ze szczególnie dobranym strojem (wtedy nikt słowa outfit nie znał, hiii). To znaczy, pod koniec sierpnia, przy rysowaniu setek marginesów w zeszytach (co za idiotyzm), obkladaniu książek w okładki, i szykowaniu plecaka (czasem znajdywalam wtedy zachomikowane drugie śniadanie z końca czerwca ;-) ) rozmyślalam nad jednym: w co ja sie ubiorę? chyba, na sylwestra nigdy tak nie obmyślalam ubrań, jak na te dni. Mundurków nie było, fartuszka mama mi nie kazała nosić. W liceum, oczywście moim strojem chcialam zamanifestować swoją niezależność, a także ogłosić światu, że jestem cool.

Do pracy chodze już pełną parą od kilku tygodni,  zapomniałam co to był urlop (urlop???), ale uczucie z tamtych dni pozostało. 

 

Autor admin