paź 14

Jakby ktoś się spodziewał,że  klapne na tyłku spokojnie, i bede grzeczna, w tym momencie poczuje sie rozczarowny ;-) W pośpiechu przytrzasnelam sobie dłoń dziś drzwiami od auta. Bolalo,że hej, ale przecież “przejdzie mi”, “nie masz aż tak spuchniętego”, “dam sobie rade”, “rano mi przejdzie”. Pomoglam mężowi posprzątać jesienny ogródek, piekłam kiełbaski na widłach nad ogniskiem ;-) zaliczyłam wieczorem kawe w fajnym lokalu z koleżanką, ale palec wciąz bolał. Zawizłam sie wiec sama do szpitala,  potem do drugiego 20 km od domu. I,okazało sie,że mam połamaną kość i  w efekcie końcowym wrócilam autem z gipsem po łokieć. Prawa ręka…Acha, nie dostałam L4, bo nie jestem neurochirurgiem, powiedział pa lekarz z SORu. Ciekawi mnie tylko jak ja wcisne na sibie ciuchy, jak sie mam pomalować i jak wyprostować sobie wlsy prstownicą z samego rana gdy prawa ręka cała zagipsowana??? No, nie całkiem pani z gipsowni zostawila mi na wolności 2 palce serdeczny i mały, jednym moge klikać drugim pogrzebać sobie chyba w nosie. 

Cudownie! 13 października.

Autor admin