mar 13

20140313-151554.jpg

Jak się okazało, wszyscy ;-)  w blogosferze mają puder brązujący W7 Honolulu, tyko nie ja ;-) Także dzieki Minti nadrobilam zaległości, i za całkiem narmalną cenę, bo zmieścilam się w 20zł, zakupiłam sobie owy bronzer. I już po pierwszej aplikacji wszystko się potwierdziło, tzn. że jest rewelacyjnie napigmentowany, że nie trzeba trzeć pędzlem,aby coś nabrać, że się nie obsypuje. Dla mnie – jest rewelacyjny! Takze zakup planowanego Artdeco lub MACa odkladam na później, gdyż ten mi w zupełności wystarczy. To jest to,czego szukałam. Nawet ten dremny z wyglądu pędzelek sprawdza się bardzo dobrze (tk jak na vlogach dziewczyny mówiły).Jedno co sie nie sprawdziło, to obawy, jakich nabrałam kiedyś po vlogerskich opiniach,że może byc za ciemny dla blondynek (Maxineczka chyba mnie tak nastraszyła). Nic z tych rzeczy, jak się nabierze go w odpowiedniej ilości, napewno nie zrobi plam. Pozatym, po to sie ma pędzel do bronzer aby sobie nie zrobić krzywdy.

 Powiem tylko,że w porownaniu z Diorowskim jaki mam bronzer, Diorowski odpada w przedbiegach. Jest owszem bardzo fajny, ale aby go zaaplikować muszę troszke sie postarać, tzn nie daje takiego efektu na jaki bym oczekiwała.Pomimo,że mam nr 002, na twarzy jest widoczny, ale napewno jej nie modeluje tak jakbym chciała. W duecie z różem, ok,ale nie to chcialam osiągnąć. Owszem, ma przepiękne opakowanie, świetny do torebki, bo sie nie otwiera, naprawdę wygrywa opakowaniem z każdym jaki miałam (z Sephory jest ok, ale po jakimś czasie urywa się ęzyczek od opakowania i niestety potrafi wybrudzić torebke czy też ksmetyczke), ale nie o to chodzi.No i jest 10 razy droższy, hymmmm.  Także W7 Honolulu i pedzel hakuro zgrali się świetnie. Polecam!

20140313-151600.jpg

Autor admin