maj 04

20140504-090042.jpg

Starbucks przy Checkpoint Charli (foto poniżej)  czyli miejsce, gdzie było przejście graniczne w czasie zimnej wojny pomiędzy Berlinem Wschodnim i Zachodnim. Kto intesresuje się choc troszeczke historią współczesną Europy, lub ogląda czasem  filmy np. Kobieta z Checkpoint Charli (W Jacku Strongu też jest scena z tego miejsca, choć sytuacja przedstawiona  jest troszke fikcją artystyczną reżysera, ale to na inny temat) będzie to dla niego obowiązkowe miejsce do odwiedzenia.

Nam się ochota na odwiedzenie Berlina zakiełkowała, gdy oglądaliśmy odcinek z Anthonym Bourdinem “No reservation”. Może nie jest to miasto tej klasy co Praga, Rzym czy Paryż, ale podoba mi sie bardziej jak np. Barcelona, Budapeszt  czy Wiedeń. Ale każdy ocenia wg siebie. Byłam kiedyś w nim na dwudniowej wycieczce, i potem od lat odkładałam pomysł, aby go ponownie odwiedzić. Wtedy to mi się wszystko podobało co zagraniczne, bo nie dość,że zakochana wtedy w conversach, martensach i bandamce, do tego spałam w hotelu młodzieżowym, ze stołówką jak w filmie amerykańskim, kupiłam sobie pod bramą Brandenburską pierścionek z turkusowym oczkiem, i ogólnie byłam zachwycona sama nie wiedząc czym bardziej – architekturą czy tym,że wszystko było kolorowe i inne niż w Polsce. Z tamtego czasu została nadal miłość do conversów ;-)  

Ktoś kto pierwszy raz przyjedzie napewno pierwsze co zauważy, to to,że Brama Brandenburska jest o wiele mniejsza jak ją przedstawiają w TV. Ale wg mnie plac ten to serce Berlina, bardzo przyjemne miejsce, pozytywne, z knajpkami, kawiarenkami, ogólnie jak dopisuje pogoda to nic tylko siedzieć tam, popijać winko, czy małego szampanka (mniam, mniam, Niemcy kojarzą mi się bardziej z małymi szmapankami jak z piwem) i chłonąc atmosfere jaka się tam nagromadziła:-) Pozytywnie zazdroszcze blogerkom z TheCzechChick,że spały w hotelu Aldon z pięknym widokiem na samą bramę. Luksus :-)  

 Odwiedzając Berlin, czy jakiekolwiek inne miasto, warto jak zwykle sobie przed wyjazdem spisać priorytety co chcemy zwiedzić. Mi pomogła google mapa street, zaznaczylam sobie co chce zobaczyć, wyznaczylam trase i staraliśmy się tego trzymać, i powiem,że wykonaliśmy plan w stu procentach. My  pojechaliśmy z psem, i pod niego trzeba było skroić prawie wszystko. Ale dla nas nie jest to minus, bo ja uwielbiam z nim łazęgować, bo wyjazdy z psem mają swój urok. Zaczepia Cię mnóstwo ludzi, chcą robić zdjęcia :-) pytają o rase, cmokają, choc w Berlinie pierwszy raz w życiu podczas urlopowania, spotkałam sie z niemiłym potraktowaniem mojego psa i mnie samej (staszy pan Niemiec), a potem  przez  starszą Niemkę a potem starszego pana Niemca (wszyscy troje dobrze po 70 lat), ale uznajmy to za wyjątek wśrod tłumu, hymmm.  Historii nie bede przytaczać, bo mi się krew burzy jak to sobie przypomne, ale uwierzcie mi można nieodzwyając się, stojąc sobie popropstu na chodniku 3 razy być zruganym, tylko dlatego,że koś tak chce.  W żadnym przypadku nie odezwałam sie ani słowem, bo na majówce w obcym kraju niepotrzebne mi problemy, zwlaszcza,że nie znam języka, więc przemilczalam to dzielnie, odwracalam sie plecami do debili. Raz pomogla mi Włoszka, ktora sama zrugała Niemca:-) i po włosku sama obmachala go rękoma, wiec sobie tak machali i gadali każdy w swoim języku. Temu panu akurat przeszkadzał Leon,że siedzi sobie na chodniku, i zaczał mnie zganiać z niego. W przeciwienstwie do starszyzny  Niemcy młodzi są bardzo uprzejmi i mili, tak trzymać :-) ! Co do psa to Leo załapał się do jakiegoś programu TV, ekipa z telwizji nakręciła go pod Raistagiem :-)  Nie wiem jakiej, ale pan operator kamery miał ubaw, bo przez 15 minut prawie nic nie robili innego jak się tarzał na trawniku. Ogólnie pod Raitstagiem przemila atmosfera, też nam sie udzielło to, i sobie troche tam w słoncu poleżeliśmy. Warto zalogować się wcześniej przez internet i zwiedzić szklaną kopułę Raitstagu :-) Robi wrażenie ta budowla, czuje się tam potęge tego kraju. 

Psy ogólnie mogą w Niemczech jeżdzic komunikacją miejską, trzeba mieć kaganiec, także tak jak wszedzie. Myśmy nie jeździli, bo wszędzie można sprawnie dojść piechotą, a nawet szkoda wsiadać do metra, bo pominie się wiele fajnych rzeczy (np. muralia, ktore są wszędzie).  Są też jak w każdej stolicy autokary City Tour, można zwiedzić sobie cale maisto z platformy autokaru.

Co do spacerowania z kagańcem, nikt nie zwrócił uwagi,że go nie ma założonego Leon, być może jest jak w Polsce, że trzeba mieć albo kaganiec albo smycz. Warto mieć też miskę podróżną (my mamy składana miske z kauczuku), bo nie w każdym lokalu dają wode dla psa, a w jednej jak dali, to była myta chyba 3567 psów temu ;-) Za to podczas spożywania wody w restauracji Leon zyskał dwóch nowych psich niemieckich kolegów, przyszła ruda suczka lisiczka i mały buldożek francuski, i zaczeły sie w ogrodku kawiarnianym psie zabawy :-) ku uciesze angielskiej wycieczki :-) Uwielbiam takie rzeczy, jak psiarze ponad podzialami narodów, języków znajdują swój psiowy kontakt :-) Psiarze to jedna rodzina. 

Co do noclegów, to nie mam za dużej wiedzy, mogę polecić Hotel Ibis (ich hotele są w centrum, w Berlinie są z tego co kojarze 3, w tym dwa w ścisłym centrum)  można rezerowować telefonicznie, przyjmują psy, 150 euro za noc dwie osoby plus pies.  

W Berlinie   każdy znajdzie coś dla siebie. Dla miłośników książek, płyt, klimatycznych kauczukowych zabawek, street artu, łotewer – wszystiego jest pod dostatkiem. Głodni co krok mogą spotkać słynne budki z Currywurstem (kiełbakski). Warta do spędzenia całego dnia jest wyspa muzeów, byliśmy pochodzić tylko z zewnątrz po wyspie, bo budynki są imponujące, gdyż do środka nie mieliśmy jak wejść (pies). Muzea są przeróżnej tematyki, mie zaciekawiło Muzeum Szpiegostwa (ale nie na wyspie, tylko w innej dzielnicy). Może następnym razem jak przyjade to sobie tam pójde, a napewno chcialabym jeszcze raz przyjachać :-) Może z którąś z Was niemieckojęzyczną, bo mam mega ochote na muzea, a nie wiem,czy w języku PL są info a zwiedzać muzeum w obcym języku, to troche kulawo, więc może jakby jakaś niemieckojęzyczna dusza chcialaby się kiedyś wybrać do Berlina to ja się piszę :-) Muzea plus sznapsik w kafejce :-)

Minus – to chyba to co boli wszystkie duże miasta, czyli bezdomni, wszędzie,  i artyści, ktorzy z artyzmem mają tyle wspólnego co ja z baletem czyli tzw ludzie bohemy, owszem wyglądają może zjawiskowo z tysiącem kolczyków na twarzy, i poszarpanymi ubraniami i naćpanymi oczami, ale po 21.00 nie chcialabym przechodzić drugi raz przez dzielnice domów w autach, które sobie stworzyli, co ciekawe w bliskiej dzielnicy drogiego i snobistycznego zamkniętego osiedla. Takie zderzenie dwóch światów. Ale i o tym czytałam na portalu  Na temat, że Berlin jest totalnie multikulti, a także najbardziej wymieszanie miasto w Europie, gdzieluksus wymieszany jest z czymś totalnie przyziemnym (sklep Diora koło lumpexu). Takie rzeczy widać też w Rzymie, gdzie z jednej strony jest sklep Prady, jakiś Teatr a obok 3 sklepiki z totalnie tandetną chińszczyzną i podrzędna kebabownia. Jednym słowem Europa zamienia się w kipiący tygiel, stylów ubioru, stylu życia, wyznań, ras i poglądów, pod wieloma, niestety,  znaczeniami. 

Jak ktoś lubi rower warto albo aby zabrał go ze sobą, albo wypożyczył sobie na miejscu, jest świetnie całe miasto przystosowane dla miłośników dwóch kółek :-) Trasy, ścieżki, etc. Duży plus. jak sie wejdzie na trase roweru, nikt Ci po głowie nie przejedzie jak to się dzieje w Amsterdamie;-) takze spokojnie, młodzi Niemcy jadacy na rowerze są tolerancyjni dla blondynek, którym sie przez pomyłke pomyliły częsci chodnika :-)  

Po sklepach nie chodzilam (pies), więc nic nie napiszę w tym temacie, ale jak ktoś chce wydać, to napewno nie będzie miał z tym problemu słynne KaDeWe czy Galeria Lafayette  stoi nadal i zaprasza :-)

Tyle ode mnie. Nie wiem, czy w czyś pomoglam,  ale może ktoś coś dla siebie tutaj znajdzie. Może pomysł na weeeknd?:-) Polecam, bo naprawdę miło będę wspominała Berlin :-)  

20140504-090055.jpg

Suveniry kolorowe :-)

20140504-090139.jpg

Jak zwykle mapy w telefonie i ipadzie zastąpiliśmy mapą w formie papierowej, ktora ma jak zwykle swój urok :-)

20140504-090203.jpg

Mur berliński, co tu dużo pisać, poprostu trzeba to zobaczyć

20140504-090223.jpg

Niemcy bez piwa? Niemożliwe, szczególnie wypite przy Szprewie. Pani w różowej bluzce to wlaścicleka Ryżej lisiczki Leona adoratorki, a w trzecim planie siedział facet przypominający Anhonego Bourdina, którym niestety się nie okazał ;-(

20140504-090238.jpg

Mąż zauważył, przed jedną z kamienic dwie wklejone w bruk płytki. Dzisiaj wyczytałam w internecie,że nazywa sie to Stolperstein (niem. kamień, o który się potykamy, po polsku – kamienie pamięci).Pomniki ofiar nazizmu. Jak ktoś jest chętny może przeczytać tutaj: http://pl.wikipedia.org/wiki/Stolperstein.

Artysta Günter DEMNIG zaczął montowanie kostek brukowych z tabliczkami w roku 1995 ,w Kolonii. Jest ich tam 2.000,tyle samo w  Hamburgu. W Berlinie 3.000.
W całych Niemczech ponad 20.000.
Są też w Holandii,Austrii,Belgii,Czechach,Norwegii ,w całej Europie.
Są i w Polsce.We Wrocławiu i Słubicach.

Warto podczas zwiedzanie  patrzeć pod nogi na takie szczegóły, każde miasto ma takie małe ciche pominki, które są bardziej wymowne jak ogromne patetyczne kolosy na cokołach. Nauczyłam się “patrzeć pod nogi”  w Paryżu po lekturze Dana Browna “Kod Leonarda Da Vinci”. Kto czytał, ten wie o co chodzi. 

Równie duże wrażenie w Berlinie zrobiły we mnie wmontowane w chodniki metalowe “granice”,  ukazujące gdzie przebiegał Mur. Podobne “granice” są wmontowane od kilkudziesięciu lat  w Warszawie, tam gdzie przebiegał Mur Getta. Na mnie robi to każdorozowo ogromne wrażenie… 

20140504-090255.jpg

20140504-090326.jpg

Murale, streetart – lubie to. Szkoda,że nie wypatrzyłam żadnego dzieła Banksyego. Smuteczek :-(

Moje trio alkoholowe. Faworyci. Stałam się fanką tych trzech trunków :-) Piwo tradycyjne zostawiam męskiej części wycieczki ;-)  

20140505-183117.jpg

Autor admin